A ku ku..

Po kilku miesięcznej nieobecności na blogu oświadczam:

1. Żyję

2. Wkrótce zrobię wpis retrospektywny, taki przegląd „z grubsza” minionego czasu.

3. Nie przypadkowo piszę dziś..Gdyż dziś znów jest TEN DZIEŃ, dzień który na zawsze zmienił moje życie..i trwa to już 20 lat..w związku z tym DZIECKO KOCHANE, ŻYCZĘ CI WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO:) jak zawsze zresztą.

A pomyśleć że jeszcze wczoraj byłam mamą nastolatka…..


Prowincjuszka

Pojechałam Ci ja do Wielkiego Świata. Autokarem. Czytaj dalej


No kurcze..

W czwartek miała miejsce firmowa impreza, która to dorocznie przyprawia mnie o ból głowy związany z tematem starym jak świat „co na siebie włożę”. No bo w końcu raz w roku można włożyć na siebie coś odświętnego..innego niż dżinsy i T-shirt.. Czytaj dalej


Łańcuszek

..i nie mam tu na myśli, dzieła jubilerskich rąk. Tylko idiotyczna zabawę krążącą na fejsbuku. Czytaj dalej


My name is Vader..kot Vader

a u kota…

Nauczył się domagać dobrego jedzenia (nie jest wybredny, ale jednak saszetka mokrej karmy atrakcyjniejsza jest od suchej), dziwne dźwięki przy tym wydaje (posiada zdolność miauczenia ale nie nadużywa) oraz KAŻDE moje wejście do kuchni w jego mniemaniu skończy się kocim przysmakiem..a tu czasem taaaakie rozczarowanie:] Czytaj dalej


Kot w dom..

Dacie wiarę, że ja nigdy specjalnie za kotami nie przepadałam? W zasadzie jak ktoś miał w domu kota to raczej nie wchodziłam mu w drogę (kotu rzecz jasna), a łaszenie się, czy wskakiwanie na kolana przyjmowałam napięta jak guma w zaciasnych majtkach. Dopiero, kiedy moje osobiste Kuzynostwo zostało właścicielami dwóch uroczych kotek, ciut ewoluowałam w temacie kot. Czytaj dalej


W porywie serca…

Na koniec roku zrobiliśmy dobry uczynek Czytaj dalej


Jest taki dzień..

W tym miejscu powinien pojawić się wierszyk okolicznościowy…. Czytaj dalej


Znowu jest 17ty grudzień

W przeddzień świąt, kiedy jeszcze pozostały mi do umycia okna i zakupy otrzymałam w prezencie mikołajkowym PRZEZIĘBIENIE. Czytaj dalej


Spostrzegawczość

Któregoś dnia w zeszłym tygodniu zauważyłam, że z okien jednego z biur mojej pracy widać MÓJ blok. To nic, że pracuję w tej firmie od nie mal 20tu lat. Moją „spostrzegawczość” usprawiedliwia fakt, że do tej pory wyglądał on jak wszystkie bloki na osiedlu, więc choć go było widać, mógł być „wzięty” za każdy inny. Tego lata został ocieplony jako jedyny na osiedlu i się wyróżnia, dlatego tak „nagle” zauważyłam, że go widać. Mętnie tłumaczyłam się ja.