Archiwa tagu: impreza

Wszyscy o nim piszą

Tak w zasadzie to ten Sylwester to dzień jak co dzień. Tyle, że wieczór inny niż wszystkie. Czytaj dalej


Zimowe cuda

Odbyłam wczoraj wycieczkę krajoznawcą po okolicach Big City, jak również pokonałam trasę DTŚ-ką. No niby nic szczególnego, jazda samochodem. A jednak. Wracając w godzinach późno wieczornych wspomnianą trasą DTŚ doświadczyliśmy rzeczy niezwykłej. Jechaliśmy z Big City w towarzystwie kilku płatków śniegu, no tak trzech na krzyż, które na ziemię opadały w charakterze wody. Mniej więcej w połowie drogi nagle ni stąd ni zowąd przed nami objawiła się prawdziwa zawierucha. Tak jakby ktoś nagle poduchę rozerwał i trzepał. I tak za nami czarno, przed nami zawieja i zamieć. oczywiście warunki atmosferyczne miały niebagatelny wpływ na jakość jazdy. Z zawrotnej prędkości 60 km/h trzeba było zwolnić do 30km/h. Śnieżyca towarzyszyła nam do samego domu. Taka była towarzyska.

P.S. A tak w zasadzie zanim gdziekolwiek wyruszyliśmy to byliśmy wieczorową porą u znajomych, gdzie sącząc napoje (niektórzy tylko gazowane) słuchaliśmy muzyczki w otoczeniu fioletowych ścian. Na moje oko zabawa była przednia.


Nie mieszać

W nazwijmy to przeddzień Andrzejków, Andrzejek?..poszliśmy z wizytą do Michała i Agnieszki (celem było tez obejrzenie świeżo położonych paneli- no są wypasione), gdzie przy akompaniamencie nauki gry na gitarze, dźwiękach z boiska NBA oraz z pola walki i toru wyścigowego spożywaliśmy jadło i napoje różne. Jadło to był kurczaczek w warzywach z przepisu Agnieszki. Pycha! A napoje no cóż..Panowie zużywali mr bolsa, a my ..a my  najpierw pinacoladę, potem winko…potem drinka (znaczy tylko mnie rozum odebrało, żeby “domieszać” ). W międzyczasie uskutecznialiśmy rock band na Wii. Nie wiedzieć czemu miałam problem z obsługą gitary. Normalnie popsuła mi się koordynacja wzrokowo-ruchowa. Najtrudniejszy test tak mnie nie wykończył  jak to koncentrowanie się na kolorkach z lewej i trafieniu w strunę z prawej. A wszytko po to, żeby statystyk nie popsuć i oscylować w przynajmniej w 80% skuteczności. Po wyczerpującym koncercie obejrzeliśmy film i czas było iść do domu. Stan mojego ducha spowodował, ze radosnie przyjęłam do wiadomości fakt, ze mamy śnieg. Chciałam nawet jakiegoś orła zrobić, czy innego aniołka, ale zostałam powstrzymana. W sumie dobrze, bo aż tyle tego śniegu znowu nie było a i mokry przeraźliwie.

No i nastał poranek, dnia następnego. Łooooo matko! Lewa strona mojej mózgoczaszki została przywalona imadłem. Prawa półkula zajęła się w tym czasie zaoczną analiza zawartości apteczki, a potem zmusiła resztę ciała do udania się do kuchni celem spożycia tabletki. Po osiągnięciu pionu, okazało się, że żołądek mój znajduje się w okolicach krtani. Po zażyciu tabletki wróciłam do łóżka i wstałam dopiero kiedy upewniłam się, że nie odczuwam posiadania żadnej półkuli mózgowej, a żołądek domaga się jedzenia, czyli wrócił już na swoje miejsce. Po tym wszystkim postanowiłam:

1. nie mieszać,

2. pamietać o tym.

P.S. Koncert został zarejestrowany i można się z nim zapoznać zerkając na  Niecodziennik. Ostrzegam iż jest film dla ludzi o mocnych nerwach. To w czerwonym to ja próbująca trafić w rytm i takt.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.